tytul nie moze byc pusty
- Emma przygldala mi się uważnie,
sądząc po jej wzroku błądzącym dookoła mojej sylwetki,
obserwowała, co się dzieje z moją aurą. Usiadłam naprzeciwko
niej i westchnęłam, nie wiedząc jak zacząć ani ile powiedzieć.
W końcu wyrzuciłam z siebie:
- McGonagall zaproponowała mi,
żebym została zastępcą dyrektora Hogwartu i uczyła tu
transmutacji.
- To wspaniale!- ucieszyła się
Emma.
- Nie jest to wcale takie wspaniałe,
jeśli się nad tym zastanowić – powiedziałam ostrożnie,
zastanawiając się, czy ten temat zajmie ją na tyle, żeby nie
dociekać więcej.
- Nie rozumiem – uniosła brwi.
- Chodzi o Rona. On lubi nasz dom w
Dolinie Godryka. Włożył w niego bardzo dużo pracy. Poza tym, tam
jest dużo cieplej niż tutaj, w Hogsmeade. Nie wiem, czy to dobry
pomysł...
- To wspaniały pomysł! -
powtórzyła Emma. Pokręciłam głową.
- Nie wiem czym się martwisz, Ron
pójdzie za tobą dokładnie wszędzie – uśmiechnęłą się.
- Ale ja się zupełnie nie nadaję
do opieki nad uczniami. Miałabym zajać miejsce McGonagall, no...
pomyśl sama, to niedorzeczne. Nie umiem nawet procenta tego co ona!
Jak mam uczyć ludzi! Od kilku dni czytam poradniki dla pedagogów i
podręczniki do transmutacji... - mówiłam coraz szybciej.
- Uspokój się! - przerwała mi
przyjaciółka. - Po pierwsze, porozmawiaj z Ronem.
- Nie wiem gdzie się podział.
- Cóż... mogę ci pomóc w
poszukiwaniach, ale ostrzegam, że chyba to nie jest najlepszy
moment.
- Nie rozumiem?
- Po prostu... Ron wyskoczył na
kilka piw. Znowu.
- Wzruszyłam ramionami, a tego Emma już
nie wytrzymała.
- Czy ty w ogóle chcesz wyjść za
niego ?
- Co to za pytanie? Oczywiście, że
tak!
- Nie wygląda na to – zacisnęłą
usta i czekałam tylko na przemowę od specjalistki od wychodzenia
za mąż.
- Mamy po prostu teraz trochę za
dużo wolnego – usprawiedliwiałam się, chociaż sama nie
wiedziałam dlaczego. - Muszę iść do sowiarni – wstałam z
miejsca i nie czekając na reakcję Emmy, przeszłam przez gobelin.
- W sowiarni było przenikliwie chłodno,
bo wiatr wpadał tu ze wszystkich stron. Sowy siedzace na żeredziach
poruszyły się z zainteresowaniem, ale ja rozglądałam się za
czymś innym. Srebrna sowa siedziała w kącie i wpatrywała się we
mnie wielkimi, stalowymi oczami. Kiwnęłam głową i po chwili stał
przede mną wysoki blondyn – Draco Malfoy.
- Witaj – uśmiechnął się do
mnie zmęczony.
- Dziękuję, że tu jesteś –
westchnęłam.
- Nie masz za co, tylko pamiętaj,
co mi obiecałaś. Mój ojciec i brat są znowu w Azkabanie –
powiedział spokojnie, przeciągająć sylaby jeszcze bardziej niż
zwykle.
- Nie mam na to wpływu.
- Ale będziesz miała podczas
przesłuchania mojego ojca.
- Niby jaki ? - zdziwiłam się.
- Emma Garner podała twoje
nazwisko. Nadal masz na nazwisko Granger, prawda ? - uśmiechnął
się złośliwie.
- Już niedługo.
- Ile mamy czasu? - zrobił krok w
moją stronę.
- Niecałe dwa tygodnie.
- To bardzo niewiele, biorąc pod
uwagę fakt, że ciągle jesteś tutaj.
- Podeszliśmy do okna i przez chwilę w
milczeniu przyglądaliśmy się zachodzącemu słońcu. Zerwał się
chłodny wiatr, który sprowadził ciemne, deszczowe chmury. Malfoy
położył mi rękę na ramieniu.
- Ktoś wie?
- Czarny.
- I co mówi? Może powinnaś
porozmawiać z kimś... no nie wiem, może z matką Rona?
- Nikt tego nie zrozumie –
wzruszyłam ramionami. - Można tylko czekać. McGonagall
zaproponowała mi posadę – odezwałam się po chwili.
- Wiem, sam jej to sugerowałem.
- To ona wie?
- Oczywiście, inaczej już by mnie
nie było ani tutaj, ani nigdzie.
- Emma by ci nie darowała –
zachichotałam.
- Wystarczająco wyżyła
się na Martinie. - powiedział posępnie. Wyciągnął z kieszeni
szaty pomięty peramin, który wyglądał jak ukradzione zeznania z
dzisiejszej rozprawy. - Ktoś wziął mnie za sowę – mrugnął
do mnie okiem. Przeczytałam zeznania przyjaciółki i skręciły mi
się kiszki. Wykorzystała różne sposoby, żeby umieścić Martina
za kratkami. Staliśmy w ciszy, zanim na schodach nie rozbrzmiał
dźwięk zbliżających się kroków. Osoba, do której one należały
była bez wątpienia Emmą, bo tylko ona w ten sposób stuka
obcasami.
- W jednej chwili Dracon przemienil się w sowę i
pochukując cicho, usiadł mi na przedramieniu. Głaskalam srebrne
pióra ptaka, mówiąc do niego przyciszonym głosem. Wyjłam z
kieszeni szaty kawałek pergaminu i napisałam wszystko to, czego
nie zdążyłam powwiedzieć. Drzwi drgnęły, pchnięte przez kogoś
od zewnątrz, a w tym samym momencie srebrna sowa odbiła się od
mojego ramienia i odleciała. Przez chwilę obserwowałam płynne
ruchy skrzydeł, ale ciche cmoknięcie wyrwało mnie z zamyślenia.
- Z kim rozmawiałaś?
- Z sową – uśmiechnęłam się.
- Mapa mówiła coś innego – Emma
potrząsnęła mi przed nosem Mapą Huncwotów. Ups...
- Zamilkłam, nie wiedząc zupełnie co
zrobić w tej sytuacji.
- Hermiono... czy ty masz romans? -
zapytała poważnie, patrząc mi uporczywie w oczy. Prawie się
roześmiałam, ale skoro wymówka sama do mnie przyszła...
- Ale... czemu tak sądzisz?
- Twoje dziwne zachowanie nie może
wiązać się tylko i wyłącznie z faktem, że przerasta cię myśl
o awansie. No i widziałam na mapie Dracona.
- Zrozum, to nie jest takie
proste... my...
- Nie uważasz, że Ron ma prawo o
tym wiedzieć?
- To nie jest jego sprawa. Ani twoja
– zezłościłam się. Przez okno dostrzegłam rozcinający niebo
snop światła.
- Czarny wrócił – kiwnęłam
głową.
- Ta rozmowa nie może się tak
kończyć – Emma zacisnęła usta. Przestąpiłam z nogi na nogę
i powiedziałam cicho.
- Zniknęłaś na pół roku, więc
nie oczekuj, że teraz opowiem ci wszystko ze szczegółami – w
moim głosie pojawiło się więcej wyrzutu, niż przypuszczałam.
Emma stała z otwartymi ustami i najwyraźniej nie wiedziała co
powiedzieć.
- Nie było cię, kiedy Ron mi się
oświadczył, ani kiedy kupowaliśmy dom. Nie miałam z kim o tym
porozmawiać, więc...
- Więc zwróciłaś się z tym do
swojego serdecznego przyjaciela Dracona, tak? - powiedziała Emma
nieco za głośno.
- Nie! Nie zwróciłam się z tym
do nikogo. Po prostu swoje sprawy zaczęłam załatwiać sama.
- A co z Ronem?
- Ron jest szczęśliwy tu, gdzie
jest – prychnęłąm niecierpliwie.
- Ron jest samotny!
- Tak? I wnioskujesz to po trzech
dniach umizgiwania się do Czarnego? - syknęłam.
- Nie poznaję cię, co się z tobą
stało! - pisnęła zdenerwowana.
- Zazgrzytałam zębami i cofnęłam się
o krok. Oddychałam głęboko, starając się uspokoić. Emma
podeszła do mnie i objęła mnie ramionami. Zacisnęłam mocno
powieki i powoli dochodziłam do siebie.
- Spokojnie, kochanie... powiedz mi
co się stało? Czym się tak martwisz? - mówiła cicho, głaszcząc
mnie po głowie.
- Nie mogę ci powiedzieć –
powiedziałam cicho.
- Ma to jakiś związek z moją
pracą ? - jej uscisk lekko się rozluźnił.
- Nn-no nie...
- To możesz powiedzieć mi wszystko
– poklepała mnie po plecach delikatnie.
- Jestem w ciąży – pociągnęłąm
nosem. Emma zamilkła, chyba takiej odpowiedzi spodziewłaby się
najmniej. Westchnęłąm i odsunęłąm się od niej. W milczeniu
wyszłyśmy z sowiarni i usiadłyśmy w wykuszu okiennym kilka
pięter niżej. Milczenie stawało się coraz głębsze i bardziej
uciążliwe. Emma co jakiś czas otwierała usta, żeby coś
powiedzieć, ale po chwili znowu je zamykała. W końcu wypaliła:
- Z Draco?
- Z miotłą, wiesz! Z Ronem –
rozpłakałam się.
- Nic nie rozumiem – odpowiedziała
spontanicznie i całkiem szczerze.
- Ron o niczym nie wie... ani o
dziecku, ani o awansie, ani o Draco...
- No ale co z tym Draco.
- Oj nic - machnęłam ręką. Nie
był to jeszcze czas na wyjaśnienia tej kwestii. - Po prostu...
martwię się... bo... co jeśli będzie mugolem? Charłakiem,
znaczy? Przecież może tak być, bo jestem z mugolskiej rodziny. I
co wtedy? I już zawsze będzie sfrustrowane i nieszczęśliwe, a
potem zgorzkniałe jak Filch? - mówiłam cicho, szybko i robiłam
mało przerw na oddech, więc zaciągnęłąm się powietrzem na
ostatniej sylabie, co tylko sprawiło, że efekt był jeszcze
bardziej żałosny. Emma siedziała z rozdziawioną miną i
przyglądała mi się, jakby mnie pierwszy raz na oczy zobaczyła.
Jej reakcja tylko jeszcze bardziej mnie pogrążyła.
- No nic... idę – podniosłam się
z miejsca. - Teraz muszę powiedzieć Ronowi, zanim ty to zrobisz –
ruszyłam przed siebie. Oddychałam głęboko i całą drogę
układałam w głowie co mu powiem.
- Kiedy stanęłam w drzwiach pokoju,
czyjeś ręce od razu mnie złapały od tyłu i przytuliły do
siebie. Mocne ramiona zacisnęły się wokół mnie i oparłam się
lekko o Rona. Dopiero zapach, który dotarł do mnie odrobinę za
późno zasugerował coś innego.
- Draco?!
- Przepraszam!
- Co ty... no co ty?! - otworzyłam
usta ze zdziwienia.
- Chciałem cię tylko pożegnać –
tłumaczył się głupio.
- Jest Ron? - przerwałam mu.
- U siebie. U was – poprawił się
widząc moje spojrzenie.
- Uciekaj stąd – pozwoliłam
pocałować się w czoło i obserwowałam jak Dracon wyskakuje przez
okno. Za pierwszym razem przerażało mnie to, jednak z czasem
przyzwyczaiłam się.
- Weszłam do sypialni. Ron leżał w
poprzek łóżka czytając jakiś magiczny przegląd sportowy.
Skierowałam się do łazienki, wzięłam długi prysznic i weszłam
do pokoju. Ron przekręcił się na drugi bok i udawał, że spi.
Dotknęłam lekko jego ramienia – Wszystko w porządku?
- Gdzie byłaś? - odwrócił się w
moją stronę.
- Rozmawiałam z Emmą.
- A może porozmawiasz ze mną? -
uniósł brwi i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- O co ci chodzi? - usiadłam pod
kołdrą.
- Ty mi wytłumacz co się dzieje.
Bierzemy ślub, a tu wszystko się sypie. Prawie ze sobą nie
rozmawiamy. Ty cały dzień siedzisz w bibliotece. Ja nie chcę już
tu być – denerwował się coraz bardziej. Otworzyłam usta, żeby
coś powiedzieć, ale znow się odezwał – I jeszcze te twoje
tajemice z Czarnym. Myślałaś, że nie widziałam, jak rozmawiacie
cicho po kątach ? Jeszcze zanim Emma wróciła! Już w domu było z
tobą coś nie tak!
- Ron...
- No co masz do powiedzenia!
- Nie krzycz na mnie –
rozzłościłam się.
- Nie krzyczę, tylko mówię! -
wstałam z łóżka i wzięłam poduszkę. - Możesz mi wyjaśnić o
co ci chodzi?
- O nic mi nie chodzi. Dobranoc –
trzasnęłam drzwiami i zeszłam po schodach. W pokoju wspólnym na
szczęście kanapy się rozkładały. Nakryłam się grubym pledem,
który do tej pory leżał nieużywany i wtuliłam się w poduszkę.
Łzy leciały mi z oczu, ale nie czułam smutku.
- Następnego dnia przy śniadaniu nic
się nie zmieniło. Emma i Ron nadal się do mnie nie odzywali, a
Czarny, który wrócił nad ranem, zostawił dla mnie tylko krótką
notatkę, że nie udało mu się skończyć tego, co zaczęłam.
- Emma starała się zagadywać Rona na
wszystkie sposoby, żeby tylko przestał patrzeć na mnie jak na
mordercę małych kotków.
- Na stole pojawiły się tosty z
intensywnie pachnącym serem. Zakręciło mi się w głowie i
odetchnęłam głęboko. Z drugiej strony miałam jajecznicę z
pomidorami. Owsianka cuchniała jak nigdy przedtem. Zrobiło mi się
całkowicie niedobrze i poderwałam się z miejsca. Wielka Sala
zawirowała mi przed oczami, ale starałam się iść przed siebie.
Emma wyszła zaraz za mną.
- Wszystko w porządku?
- Tak, po prostu za wcześnie
zeszłam na śniadnie. Zwykle udaje mi się przeczekać to w
sypialni – uśmiechnęłam się blado. - Znowu się do mnie
odzywasz?
- Będziesz miała dziecko... -
odezwała się cicho, jakby ciągle nie dowierzała. - Nie umiem
tego zrozumieć. Co z tym wszystkim wspólnego ma Malfoy i czemu
kontaktuje się z tobą, zamiast grzecznie siedzieć na tyłku w
Azkabanie razem ze swoim tatusiem.
- Sama dobrze wiesz, że jest
uniewinniony!
- Dobrze, dobrze. To nie jest pora
na takie rozmowy – powiedziała Emma i wyprowadziła mnie na
błonia. Kawałek szłyśmy w ciszy, aż w końcu zapytała:
- Od kiedy wiesz?
- Od miesiąca. To już czwarty –
pogłaskałam się po brzuchu, a Emma dopiero teraz zwróciła na
niego uwagę,
- Rany! Faktycznie! To widać! Jak
Ron tego nie zauważył?!
- Postarałam się o to –
uśmiechnęłam się zaczepnie. - Ale teraz się do siebie nie
odzywamy. Mam zamiar przyjąć propozycję McGonagall.
- Jesteś pewna? - zawahała się
Emma.
- Bardziej pewna już nie będę. Z
Ronem się nie da porozmawiać.Ale wasz dom...
-
- To jego dom – wzruszyłam
ramionami i czułam, że jestem znowu o krok od rozpłakania się.
Zacisnęłam więc usta i usiadłam na trawie. Emma przyglądała mi
się chwilę w milczeniu.
2011-07-20 17:05:00
skomentuj (0)
Desing by
ME only for
Sama-Swoja.blog.pl
Harry Potter Theme