Some secrets revealed



- Chcę do domu – powiedziałam, przytulając się do Rona.Objął mnie delikatnie i poklepał po plecach.

- Już się pakujemy… - pocałował mnie w ramię. – Co do..? –powiedział zdziwiony i wyjrzał przez okno.

Po błoniach Czarny szedł beztrosko z jedną ręką w kieszeni,a drugą od niechcenia lewitował Emmę do zamku.

-  Co się stało?-  spanikował Ron. – Potrzebuje lekarza?Ktoś ją zranił? Zasłabła?

- Uspokój się Ron, po prostu nic nie jadła – powiedział spokojnieCzarny. – Nic jej nie będzie.

Poszliśmy za nim do wieży, a po drodze przyłączyła  się do nas jeszcze McGonagall zaniepokojona stanemEmmy. Położyliśmy ją na kanapie, a Czarny położył jej na czole chłodny okład. Uniosłambrwi – jakiż przejaw ludzkiego odruchu! Zaczęliśmy przyciszonymi głosamirozmawiać o tym, co się mogło stać, kiedy na oknie wylądowała stalowoszarasowa. Ron zmarszczył brwi i starał się przegonić ptaka, który przybył bezżadnej wiadomości.

- Ron, to moja sowa – powiedziałam, a ptak kłapnął dziobemzłowrogo i przefrunął na oparcie mojego fotela.

- Nie wiedziałem, że masz sowę – zdziwił się nieco zagłośno. I Emma poruszyła się, aż spadł jej z głowy ręcznik.

- Co się stało? – zapytała, a ja natychmiast stanęłam nadjej głową, żeby poprawić okład, to samo chciał zrobić Czarny i nadziałam sięboleśnie na jego łokieć. Posłał mi krótkie przerażone spojrzenie i rzuciłsię  ratować Emmę.

- Zemdlałaś na błoniach, Czarny przylewitował cię dozamku  - powiedziałam miękko.Przyjaciółka spróbowała  wstać, alewielkie łapy Switcha przytrzymały ją w miejscu –  Leżeć – powiedział czule.

Stałam chwilę bez ruchu, aż w końcu Ron pociągnął mnie zarękę – Chodź, poradzą sobie  - powiedziałi zabrał mnie do naszej sypialni. Weszliśmy do pomieszczenia i znowu pojawiłsię między nami mur. Nabrałam powietrza, ale Ron przewrócił oczami i odsunąłsię ode mnie.

- O co chodzi? – zapytałam zdenerwowana.

- Ty mi powiedz, o co tobie chodzi! – krzyknął. Niewytrzymałam i zdjęłam z siebie szatę, tak, że teraz było dokładnie widaćwystający brzuch. Ron uniósł wysoko brwi, otworzył ze zdziwienia usta ipowiedział:

- Boże, ale przytyłaś!

- Sam przytyjesz pacanie, jestem w ciąży, rzuciłam w niegoszatą. Miałam ochotę go jednocześnie zbić i się roześmiać. Ronald zastygł w półruchu, łapiąc jedną ręką szatę. Do wielkich brązowych oczu napłynęły mu łzy, botak długo nie mrugał. Zupełnie jakby bał się, że gdy mrugnie, zniknę. A raczej –znikniemy.

- Ale jak to się stało? – zapytał idiotycznie.

-  Mam ci tłumaczyć odpoczątku? – zacisnęłam usta. Zachichotał, ale nie odrywał wzroku od mojegobrzucha.

 – Będę miał syna!

- Albo córkę – poprawiłam go.

- Co?

- Córka. Żeńska odmiana człowieka, coś ci świta?

- Ahaaa… te przemądrzałe i podzwaniające… - pokiwał głową zezrozumieniem. Roześmiałam się w końcu. - To dlatego chodziłaś taka wściekła! Musimy wszystkim powiedzieć! –zawołał i zbiegł po schodach.  Zbiegłamzaraz za nim i pojawiłam się w pokoju wspólnym, gdy mój narzeczony krzyczał:

- Będę miał drużynę Quidditcha! – skakał w miejscu.

- Co? – Czarny  uniósłsię znad wielkiego kubka, a na górnej wardze zostały mu piękne wąsy zespienionego mleka. – Ja też chcę!

- Zrób sobie! – Ron pokazał mu język.

- Ron, o czym ty mówisz? – Emma chyba myślała, że oszalała.

- Będę miał syna! Prawdziwego!

Zebrani powoli przenieśli wzrok z Rona na mnie i jeszcze razi jeszcze… Zapadła cisza. Zrobiłam w końcu minę „Proszę, udawajcie zaskoczonych!”i jakby.. załapali.

-Aha! Naprawdę?! – wykrzyknął sztucznie Czarny. Jak tomożliwe, że on jest aurorem… Pacnęłam się ręką w  czoło.

Emma podbiegła, żeby mu pogratulować. Heeej, to ja tu jestemw ciąży z … no właśnie.

- A skąd wiesz, że to będzie syn?

- No właściwie to nie wiem, ale tak myślę. A nawet jak niebędzie, to w końcu kiedyś będzie! – cieszył się. Wyobraziłam sobie magicznątransformację płci i skrzywiłam się na samą myśl. Dopiero świdrujące spojrzenieCzarnego uświadomiło mi, co Ron miał na myśli.  Już miałam coś powiedzieć, zaprotestować, czyteż chociażby przywalić my poduszką (znowu), kiedy Emma wypaliła:

- To kiedy się przeprowadzacie?

Zapadła cisza, w której Czarny musiał udawać, że wcale się zEmmy nie śmieje, schował się za jej plecami i symulował atak kaszlu.

-  O co chodzi? – Ron niekrył zdziwienia. Wyglądał trochę tak, jakby miał za chwile dostać ataku serca.

- Nic takiego, Emmie się trochę wyrwało… McGonagall chce,żebym została jej zastępcą. Proponuje mi dwa razy taką pensję jak wMinisterstwie i dom w Hogsmeade – przygryzłam wargę, czekając na jego reakcję.

- Mielibyśmy się wyprowadzić z Doliny Godryka? Tutaj? Ale…tamten dom już… jest. I sam posadziłem Bijącą Wierzbę! Znaczy z Harrym… no ale…co? – Ron procesował. Nie wiedział za bardzo co się dzieje, ale widziałam jużpo jego minie, że się zgodzi.

Emma zaczęła się śmiać. Rozluźniłam się nieco i walnęłam sięna fotel, wyciągając przed sobą nogi. Położyłam obie dłonie na swoim wystającymbrzuchu i delikatnie pogładziłam małego człowieka, który  jest wewnątrz. Chwilowo nieważne było, czyjest czarodziejem czy nie. Jest mój. Nasz.

Czarny tłumaczył Ronowi jak będzie wyglądało jego życie(znawca! Ojciec dzieciom! Mistrz złotej porady!), a ja spojrzałam na Emmę,która usiadła obok mnie na oparciu fotela i delikatnie położyła dłoń na moimbrzuchu.

- Będę ciocią! – uśmiechnęła się  w końcu. 


2011-07-20 23:52:31 skomentuj (0)


Desing by ME only for Sama-Swoja.blog.pl

Harry Potter Theme


return to School of Magic