Hogwarts, we are back!



Słońce delikatnie oświetlało ogrody i błonia przyległe do Hogwartu. Jego ostatnie prominie wpadały też przez kolorowe szybki w oknie. Powietrze przesycone było zapachem lata, kurzu i magią. Oderwałam wzrok od widoku za oknem i wróciłam do pisania. Po pewnym czasie, gdy na dworze zapanowały już kompletne ciemności i świerszze zaczęły koncert - do pomieszczenia weszła Emma. Miała na sobie czystą szatę i widać było, że niedawno znowu eksperymentowała z zaklęciami ujarzmiającymi jej niesforne włosy. Ja już dawno się poddałam.
- Tak myślałam, że cię tu znajdę - uśmiechnęła się. - Co porabiasz?
Zamknęłam szybko książkę i schowałam ją do torby razem z pergaminami. Podniosłam się z miejsca i chwyciałam Emmę pod ramię, mówiąc- Nic tak ważnego, jak spacer z najlepszą przyjaciółką - wyszczerzyłam się do niej i wyprowadziłam z bibliotrki No korytarzu wpadł na nas Ron.
- Znalazlaś ją! Hermiono, gdzie byłaaaś? - jęknął z wyrzutem.
- No jak to gdzie? W bibliotece, oczywiście - odpowiedziała za mnie Emma.
- Idziemy z Czarnym do Trzech Miotłem na drinka, idziecie  z nami? - zaproponował.
Emma lekko drgnęła w miejscu, pewnie jakby miała skrzydła, to właśnie podrywalaby się do lotu. Uśmiechnęłam się do Rona porozumiewawczo i kiwnęłam głową. PO drodze (idąc w zupeeełnie innym kierunku) zaszłyśmy do Wieży Wschodniej, zebym mogła się przebrać ( co trochę potrwało). Zawiązywałam właśnie niezliczone ilości sznurków od mojej szaty, gdy na parapecie wylądawała ze świstem Świstoświnka. DO nóżki miała przywiązaną notatkę od osoby, na którą bardzo liczyłam. Od Dracona Malfoya.
Schodzłam karteczkę d kiezeni bez otwierania jej i dołączyłam do moich bliskich.
  
W Trzech Miotłach było parno, gwarno i tłoczno. Ludzie dyskutowali na temat zbliżającego sięprocesu i omawiali wewnętrzą strukturę nowych rządów. Odkąd Kingsley został Ministrem Magii, wiele się zmieniło. W Proroku Codziennym pojawiły się spekulacje dotyczące dementorów i ich zastosowania. Ronald jednak skupił się na sączeniu ognistej whiskey razem z Czarnym. Emma wciągała jakieś kolorowe drinki, a ja raczyłam się wodą goździkową. Po pewnym czasie Emma i Czarny zniknęli gdzieś w okolicy baru, gdzie dorwali się do mugolskiego automatu i odnaleźli się dopiero, gdy trzepnęłam Rona w głowę solniczką. Mój drogi Ronald co chwilę posyłał przeciągłe spojrzenie pełnym biodrom przytwierdzonym do korpusu Madame Rosmerty. Jęknął z bólu, ale resztę wieczoru wpatrywał się już tylko w moje ewentualne krągłości. Do późna żartowaliśmy, wspominaliśmy i dyskutowaliśmy, aż ostatecznie Ron zasnął na moim ramieniu i zdecydowaliśmy się na powrót.
Szliśmy gęsiego, wąskim korytarzem, który udostępnił nam Abertforth. Zamykałam  dziwaczny pochód, jedną ręką trzymajac różdzkę, a drugą powoli obracając list, który dziś otrzymałam. Zastanawiałam się, jakie bedą w nim informacje.

* * *

- Tak właściwie, po co tu jesteśmy? - zamlaskał owsianką Ron. Dzis rano dostal sowę od Ginny, która napisała,  że James powiedział swoje pierwsze słowo - łisli.
- Mamy urlop  i ...
- No właśnie! Nie musimy go marnować, na siedzenie w szkole, Hermiono!
- Nikt cię tu przecież nie trzyma na siłę - wzruszyłam ramionami. Kątem oka dostrzegłam, że Emma posłała mi badawcze spojrzenie, dużo bardziej przenikliwe, niż chciałabym otrzymać.
- A masz już sukienkę? - zagadnęła, chyba tylko po to, żeby zmienić temat.
- Ma! - odpowiedział Ron. - I nie chce mi pokazać, bo mówi, że to podobno... przynosi pecha!
Powiedział to takim tonem, jakbym conajmniej przepowiedziała mu Ponuraka z rozmokłych płatków owsianych.
- Naprawdę wierzysz w zabobony ? - Zdziwiła się Emma, zbierając z krzesła swoją pelerynę.
- Wolę dmuchać na zimne - dparłam i wsytałam, żeby odporowadzić ją do wyjścia. Dzisiaj odywał się proces Martina.

Ron zniknął gdzieś razem z Czarnym, a ja moglam powrócić do zacisza biblioteki. Spod stołu wyciągnąłem pełną torbę ksiąg, o których wolałabym nie wspominać nikomu. Kilka z nich przewertowałam po raz ostatni i odniosłam do Działu Ksiąg Zakazanych. W ich miejsce wyciągnęłam dwie kolejne. Stuknęlam różdżką w okładki i zamiast prawdziwego tytułu, błysnęły srebrne litery "Przepowiednie, przesądy, wróżby i rytułały - tajniki magicznego wesela". Całkiwem zadowolona z siebie zaczęłam czytać.

Zbliżała się pora obiadowa, ale w opustoszałym zamku nie było żywego ducha, dlatego musiałam zadolowić się tymi martwymi. Pogawędziłam z Prawie Bezgłowym Nickiem w Izbie Pamięci, o tym jakie ktoś otrzymał odznaczenia za wielką bitwę o Hogwart. Ze śmiechem stwierdziliśmy, że powinnam otrzymać conajmniej złoty posąg, za zniszczenie tego horkruksa w Komnacie Tajemnic.
Spacerowałam wyludnionymi korytarzami, zaglądając do pustych wnęk, za gobeliny i do sal lekcyjnych zamkniętych nas głucho, do czasu, kidy nie otwierzałam ich zaklęciem. Nagle na końcu korytarza dostrzegłam przygarbioną postać. Zbliżała się do mnie zadziwiająco szybko.  Co dziwne, wydawała przy tym charakterystyczny grzechoczący dźwięk.
- Dź...dzień dobry - przywitałam się ze staruszką wsiatkowej opace na włosach, która przytrzymywała jej włosy nakrecone na papiloty.
- Czemu chodzi sama po zamku? - zapytała dość opryskliwie.
- Spaceruję.
- Od spacerowania są błonia. Szkoła posprzątana i nie ma po co jej bruziudź - zagderała.
- A... kim pani jest? - zapytałam cicho.
- Arabella Filch! - odparła dumnie. - Żona Filch. - cmoknęła. ŻONA FILCHA?! Opadła mi szczęka. Już miałam zwerbalizować swoje zdziwienie, gdy odezwała się zza mnie profesor McGonagall.
- Hermiono, zapraszam do mojego gabinetu - położyła mi rękę na ramieniu. Poczułam sięznowu jak uczennica. Miało sięto jednak niedługo zmienić i to drastycznie.
- Mam dla ciebie propozycję, usiądź - wskazała mi miejsce gestem dłoni, kiedy już znalazłyśmy się w gabinecie dyrektora. Posłusznie zajęłam miejsce naprzeciwko niej. Znad jej głowy zerkał na mnie portret Severusa Snape'a, i miałam wrażenie, że leko ironiznie się uśmiecha.
- Zamieniam się w słuch.
- Chciałabym, abyś została moim zastępcą - wypaliła dyrektorka.
- S-słucham? - oczy rozszerzyły mi się ze zdziwienia. - Zast...cze...co?
- Panno Granger, oczekiwałam nieco innej reakcji...
- Przepraszam, pani dyrektor, ale co miała pani na myśli?
- Kadra się starzenbie, potrzebujemy kogoś młodego, ambitnego i zdolnego. Zdążyłam zauważyć, że idealnie spełniasz wszystkie te wymagania.
- Ale od razu zastępca dyrektora...Nie ma wakatu dla, no nie wiem, nauczyciela mugoloznawstwa?
- Nie ma.
- A kto tego uczy?-  zdziwiłam się.
- Penelopa Clearwater - odparła chłodno MCGonagall, najwyraźniej rozczarowana moją postawą.
- Ale pani profesor... ja przecież pracuję w ministwerstwie.
- I to szczyt twoich aspiracji Hermiono? Asystentka w Wydziale Złośliwych Czarów i Uroków?
- Lubię moją pracę!
- Cóż, zastanów się nad moją propozycją. Proponuję ci konkurencyjne wynagrodzenie - dorzuciła, a ja wydęłam usta.
- Przecież biorę slub, mamy dom w Dolinie Godryka...
- Twoje wymówki są słabe, przecież w Hosmeade też są nieruchomości.
- A co... ale... no nie wiem, co na to Ron..
- A cóż do tego ma pan Weasley?! Jemu to tylko na rękę zamieszkać w pobliżu kuchni Hogwartu - zirytowała się dyrektorka. - Zastanów się, chciałabym poznać odpowiedź do końca tygodnia.
- A ... czego bym uczyła? - zapytałam na odhcodne. Twarz nauczycielki nareszcie rozjaśnił uśmiech
- Transmutacji, oczywiście.
Kiwnęłam głową i wyszłam. Na schodach otarłam łzy wierzchem dłoni i zgniotłam w kieszeni list od Dracona. Powlokłam się do Wielkiej Sali, żeby porozmawiać z Ronem, alezastałam tylko Czarnego, który zbierał się do wyjścia.
- Kiedy wrócisz? - zapytałam, siadajac na ławce.
- Nad ranem. Postaram się go odnaleźć, ale nikomu ani słowa... - pocałował mnie w czoło i zniknął za drzwiami. Czułam się coraz bardziej samotna. Z jednej strony porpozycja McGonagall mi schebiała, ale z drugiej... lubilam moją pracę. I jeszcze ta przeprowadzka, nie... Ron się nigdy nie zgodzi. Na pewno nie teraz, kiedy udało mu się posadzić bijące wierzby koło domu. Poza tym w tej części Anglii jest zdecydowanie chłodniej... Ale było by blisko do szkoły. A co jeśli...

2011-07-19 13:25:38 skomentuj (0)


Desing by ME only for Sama-Swoja.blog.pl

Harry Potter Theme


return to School of Magic