Baby boom



Kiedy już pozbierałam się po pierwszym cięzkim szoku jakim była wiadomość o potomku Dracona, zaczęłam szykować się do wyjścia z domu. Całe szczęście, że ostatecznie Ron załatwił połączenie naszego domu z moim gabinetem w Hogwarcie, bo nie wiem jak bym się odnazała w nowej syutacji. Wylądowałam w środku przestronnego pokoju podzielonego regałami na dwa sektory. Jeden był bardziej oficjalny i stanowił centrum dowodzenia. To tu, po lewej stronie biurka leżała wielka księga  i magiczne pióro, które było odpowiedzialne za rejestr wszystkich magicznie urodzonych dzieci. Na szczęście to zadanie w tym roku spoczywało na Flitwicku. Za wielkimi regałami wypełnionymi książkami znajdował się pokój relaksu. Stały tu wygodne brązowe sofy i stolik do kawy. W kącie było nawet miejsce dla Krzywołapa, który zwykle pojawiał się w Hogwarcie razem ze mną i mrucząc rozkładał się na środku  biurka. Sprawdziłam listę Gryfonów przyjętych do mojego domu. Pogłaskałam się po brzuchu i wciągnęłam głęboko powietrze - to będzie pracowity rok. 
Wyszłam na korytarz i po pokonaniu kilku zakrętów zjawiłam się w Wielkiej Sali. Prosiłam, żeby mój gabinet był najbliżej mojej klasy oraz Wielkiej Sali, ponieważ po pewnym czasie wchodzenie po schodach może być dla mnie ogromnym problemem. Oczywiście to tylko tymczasowe rozwiązanie. Usiadłam po prawej stronie McGonagall za stolem prezydialnym. Rozejrzałam się po zgromadzonych nauczycielach, na których twarzach malowało się bezkresne znudzenie. 
Po kilku słowach powitania McGonagall przeszła do punktu pierwszego - wybór nauczyciela Obrony Przeciwko Ciemnym Mocom. 
- Mam taką propozycję - odezwałam się po chwili namysłu. - Jakby podzielić naukę na dwa etapy również formalnie. To znaczy niech młodszą grupę, lata jeden-pięć uczy jeden nauczyciel, a drugą, owutemową drugi. 
- Kogo pani proponuje?
- Emmę Garner jako nauczycielka zaaawansowanej Obrony - powiedziałam jednym tchem.
- Świetny pomysł, że też na to nie wpadłam... Ale czy panna Garner się zgodzi?
- Już moja w tym głowa - uśmiechnęłam się i zerknęłam na samonotujące pióro, które zapisywało przebieg zebrania. 
- A co z nauczycielem młodszych lat?
- Mamy jednego kandydata, nazywa się Timothy - zerknęłam do notatek - Timothy Beagle, skończył Wyższą Szkołę Wolnomyślicielstwa w Californi. 
- Amerykanin? - zdziwiła się profesor Sinistra. 
- Na to wygląda - uśmiechnęłam się. - Jego referencje są dość obiecujące. Ma dwadzieścia sześć lat, ukończył wszystkie niezbędne kursy i pracował w Departamencie Przekleństw. 
Odbyło się głosowanie, gdzie ustalono, że Timothy zostanie przyjęty na rok, na okres próbny. Niestety jeśli chodzi o lukratywny układ, udało mi się załatwić Emmie współdzielenie gabinetu i Wieży Wschodniej z paniczem Beagle. Pewnie nie będzie zbyt zadowolona. 
Neville Longbottom został zgłoszony jako jedyny kandydat na nauczyciela Zielarstwa. Profesor Sprout mimo to wygłosiła porywającą mowę na temat jego umiejętności i talentu w pracy z roślinami. Wzruszyła mnie, aż chciałabym, żeby tego wszystkiego mógł wysłuchać. Kiedy zebranie się zakończyło, otoczyła mnie grupa nauczycieli, którzy gratulowali mi nowej posady i nowego dziecka (niektórzy myśleli, ze to już moje drugie). Wróciłam do mojego gabinetu z- Mam taką propozycję - odezwałam się po chwili namysłu. - Jakby podzielić naukę na dwa etapy również formalnie. To znaczy niech młodszą grupę, lata jeden-pięć uczy jeden nauczyciel, a drugą, owutemową drugi. 
- Kogo pani proponuje?
- Emmę Garner jako nauczycielka zaaawansowanej Obrony - powiedziałam jednym tchem.
- Świetny pomysł, że też na to nie wpadłam... Ale czy panna Garner się zgodzi?
- Już moja w tym głowa - uśmiechnęłam się i zerknęłam na samonotujące pióro, które zapisywało przebieg zebrania. 
- A co z nauczycielem młodszych lat?
- Mamy jednego kandydata, nazywa się Timothy - zerknęłam do notatek - Timothy Beagle, skończył Wyższą Szkołę Wolnomyślicielstwa w Californi. 
- Amerykanin? - zdziwiła się profesor Sinistra. 
- Na to wygląda - uśmiechnęłam się. - Jego referencje są dość obiecujące. Ma dwadzieścia sześć lat, ukończył wszystkie niezbędne kursy i pracował w Departamencie Przekleństw. 
Odbyło się głosowanie, gdzie ustalono, że Timothy zostanie przyjęty na rok, na okres próbny. Niestety jeśli chodzi o lukratywny układ, udało mi się załatwić Emmie współdzielenie gabinetu i Wieży Wschodniej z paniczem Beagle. Pewnie nie będzie zbyt zadowolona. 
Po zebraniu zostałam na chwilę, żeby porozmawiać z nauczycielami. Profesor Sprout bardzo się cieszyła, że teraz będzie mogła podróżować z mężem po świecie i kolekcjonować rośliny. Odchodzący na emeryturę nauczyciel Mugoloznawstwa na swoje miejsce już rok temu władował swego zięcia, więc tym razem odebrał tylko kwiaty i pożegnał się z innymi. 
Wróciłam do swojego gabinetu, żeby zapoznać się z protokołem zebrania i podpisać go, kiedy do moich drzwi ktoś zapukał. 
- Proszę - powiedziałam najabrdziej przyjaźnie jak mogłam. Drzwi otworzyły się z potwornym skrzypnięciem.
- Pani Hermiona Granger? - zapytał niepewnie osobnik przez szparę. 
- Zgadza się, zapraszam - uśmiechnęłam się. Do środka wszedł wysoki, postawny mężczyzna. Opalony i uśmiechnięty, wyglądem przypominał aktora z filmu, który oglądałam jako mała dziewczynka - "Słoneczny Patrol". Miał tak niebieskie oczy,  że nie mogłam skupić się na tym, czego mógłby on ode mnie chcieć. Jego jasnobrązowe włosy opadały na oczy, skręcając się w nonszalanckie loki. Robił wrażenie. 
- Nazywam się Timothy Beagle - przedstawił się, kłaniając się w pas. Od razu wiedziałam, że to nie Emma będzie niezadowolona z faktu dzielenia czegokolwiek z Timothym. To Czarny dostanie zawału. Wskazałam gościowi miejsce przed moim biurkiem. Gdy siadał do mojego nosa dobiegł delikatny zapach świeżych ogórków i bergamotki. Pachniał równie interesująco, co wyglądał. 
- Chciałem zapytać, czy dostałem te pracę? - uśmiechnął się czarująco, jakby nadal próbował ją sobie załatwić.
- Tak, został pan przyjęty na okres próbny, na rok. Właśnie miałam wysłać do pana sowę - wskazałam na rząd niewielkich sówek czakających na pergaminowe koperty. 
Przez chwilę wyjaśniałam mu zasady zatrudnienia, kiedy do mojego gabinetu wpadła Emma, która wymachiwała jedną z takich kopert. 
- Co to jest? - rzuciła mi papier na biurko i chciała usiąść na krześle, zajętym już przez Tima. Prawie jej się to udało, jednak ten w ostatniej chwili chrząknął. 
- O jejciu! - pisnęła Emma. - Przepraszam! Pani dyrektor, przyjdę ci przegryźć gardło później - okręciła się na pięcie i wybiegła. Ponieważ sytuacja była absolutnie prześliczna nie uznałam za stosowne się z niej tłumaczyć i wróciłam do przerwanej rozmowy. Timothy, do którego ciągle zwracałam się "Panie Beagle", w końcu mi przerwał. 
- Proszę mi mówic Tim, bo to będzie bardzo uciążliwe - uśmiechnął się, jakby chciał mi sprzedać pastę do zębów. Wyciągnęłam rękę przez stół.
- Hermiona. 
- Miło mi. A więc jesteś tu dyrektorką... Musisz być wpływową kobietą. 
- Zastępcą - poprawiłam go i wróciłam do omawiania zasad nauczania. Wręczyłam mu regulamin szkoły, Historię Hogwartu i plan zajęć. Przy wejściu zdjął sobie z szafki klucz do swojego gabinetu.
Gdy dopełniłam już wszystkich formalności, a do mojego pokoju nie wpadła już ani jedna więcej rozhisteryzowana wiedźma, przetransportowałam się za pomocą kominka do pustego domu. 

Ron nie wrócił ani w ciągu jednego, ani dwóch dni. Dostałam od niego sowę, że zatrzymał się na chwilę w Muszelce u Billa i Fleur. Uśmiechnełam się do siebie, pamiętałam jak dzieci Bila uwielbiały Rona, a niedługo nie będzie miał tyle czasu na zabawę z nimi. Gdy przypinałam kartkę do ściany, do kuchni wszedł Dracon Malfoy. Spojrzałam na niego spokojnie i bez słowa machnęłam różdżką, żeby nastawic wodę. 
Wysłuchałam jesgo historii na temat posiadania dzieci, których się nie spodziewało i podałam na stół ciasteczka. Właśnie miałam obśmiać jego wybór kretyńskiego imienia, kiedy na moim trawniku, kilka stóp od bijących wierzb aportował się rozwścieczony hipogryf. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że biegnący w moją stronę potwór to Emma. Szukałam w głowie sposobu, żeby przeprosić ją za to nieporozumienie z Hogwartem i zapewnić, że wcale nie musi się na to godzić, ale jej ogniste spojrzenie utkwione było w Draconie. Z jej różdżki trysnęły iskry. Zasugerowało mi to, że o ile nie chcę się dowiedzieć, co się robi z trupem, powinnam ratować Dracona. 
- Wiedziałeś o tym! Musiałeś wiedzieć - rzuciła się do niego niemal z pazurami. Ponieważ spacyfikowana Emma zaczęłą płakać, gestem pozbyłam się Malfoya z kuchni. Po chwili przyjaciółka na przemian dławiąc się łzami i wybuchając złością, wyjaśniła mi jak zastała dziś rano Czarnego w objęciach Lany Malfoy.
Kołysałam ją delikatnie w ramionach, niezupełnie wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Pocieszałam ją jakimiś banalnymi frazami i po pół godzinie, kiedy uznałam, że trochę się już uspokoiła i nie zabija - weszłam do domu, żeby zapytać Dracona o Lanę. 
- Mógłbyś mi wyjaśnić od kiedy jesteś takim stróżem tajemnic? - dźgnęgłam go palcem w pierś. 
- Co?
- Twoja urocza siostra Lana, podobno ma narzeczonego - uniosłam brwi. 
- A, o to... 
- A, więc jednak coś słyszałeś - pokiwałam głową, siląc na spokój, bo czułam jak moja mała czarownica próbuje przekoziołkować w moim brzuchu. 
- Ale co miałem powiedzieć, że Czarny jest zaręczony z Laną?! - prawie krzyknął, ale jedno moje spojrzenie od razu go uciszyło.
- Nie widziałeś co się dzieje? - uszczypnęłąm go w ramię. 
- Ale to farsa! - fuknął.
- Jaka farsa? - uniosłam brwi. Już  miałam dowiedzieć się 'jaka farsa", gdy w  kuchni pojawił się Czarny. 
Próbowałam delikatnie zasugerować mu, że to nie jest najlepszy moment na wyjaśnienie czegokolwiek, ale było za późno. Po nieco mniej delikatnej sugestii ze strony Emmy, która nasłała na niego ptaszki Opugno, potulnie wrócił do kuchni i zajął miejsce przy stole. 
- Ktoś mi coś wyjaśni, czy mam udać że mdleję? - zapytałam. Czarny i Draco wymienili spojrzenia.
- To skomplikowane... - zaczął Czarny.
- To milcz. Wolę jego wersję - kiwnęłam na Dracona. 
- chodzi o to, że moi rodzice muszą wydać Lanę za mąż za kogoś z czarodziejskiego rodu, bo inaczej nie dostanie spadku! A został do wyboru Czarny i ... coż... Potter. No i Weasley, ale chwilowo wszysc są zajęci - westchnął. 
- A czemu się do niego kleiła? - uniosłam brwi, siadając na krześle. Czułam, że ta sytuacja  przekracza możliwości ludzkiego pojmowania. 
- To już pytanie do Czarnego. 
- Wróćiła z podróży do Afryki i dawno mnie nie widziała. Emma  po prostu trafiła na zły moment! - westchnął. Mój wrodzony instynkt nadal kazał patrzeć na nich obu podejrzliwie, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że cała ta sytuacja mogła być jedynie zbiegiem okoliczności. 
- Jasne, wszstkie zdradzone kobiety po prostu "trafiają na zły moment" - powiedziała przez nos Emma i bez słowa poszła na górę. Po chwili usłyszeliśmy, jak w łazience ktoś nalewał wody do wanny. Przetarłam dłońmi oczy i spojrzałam na nich ponownie. 
- Jeszcze jakieś rewelacje? - zagadnęłam. 
- Nasze dzieci będą razem w Hogwarcie! - uśmiechnął się Draco. 
- Nasze też - do środka weszła Ginny. - Pukałam, ale nikt nie odpowiadał.
- A więc, to logiczne, że sobie weszłaś - dodał ironicznie Dracon. Ginny wykrzywiła się do niego i oznajmiła bez ceregieli:
- Potter zrobił mi drugie dziecko! 
- Bo się porzygam - jęknął Draco.
- Jak ?
- Emm... Hermiono, sprawa jest taka, że plemnik...- zaczęła powoli Ginny.
- Nie o to pytam, idiotko! Jesteś w ciąży?! - uniosłam brwi tak wysoko, że aż sama się zdziwiłam.
- Tak! Jadę powiedzieć mamie! - i zniknęła w płomieniach. 
- Jakiś sezon czy co? Kto się napił i wszystkie pozapładniał? - Czarny na chwilę odzyskał humor. 
- To sobie jeszcze długo nie pozapładniasz - zaśmiał się Draco. 
- Jak to? Żenie się z Twoją siostrą - powiedział niewinnie.
- Widocznie nie słyszałeś jeszcze rewelacji tygodnia - wzruszył ramionami. Czarny walnął go w blond czuprynę i ruszył na poszukiwania Lany. 
Gdyby jednak nigdzie nie poszedł, znalazłby ją znacznie szybciej, albowiem pół godziny później pojawiła się w mojej kuchni. Trzeba było przyznać, że robiła wrażenie. Była prawdziwą pięknością. Gdyby nie ten jej zarozumiały wyraz twarzy. Tym razem jednak w jej oczach zobaczyłam coś innego. Uśmiechnęłą się do mnie lekko przestraszona i zapytała, czy może porozmawiać z Emmą. Draco wskazał jej miejsce za stołem.
- Zaraz... ale to nie z nim wzięlaś ślub, prawda? - spytała cicho.
- On tu tylko sprząta - uśmiechnęłam się. - Co cię tu sprowadza?
- Chciałam porozmawiać z Emmą. Muszę jej wyjaśnić. Ja nie wiedziałam, że ona i Czarny. Myślałam, że... no nie wiem co sobie myślałam. 
- Czarny cię szukał - powiedziałam automatycznie i poczułam ulgę ze spełnionego obowiązku.
- Tak, wiem. Ale najpierw muszę wyjaśnic Emmie. Chociaż właściwie powinnam powiedzieć najpierw rodzicom, ale... no bo wychodzę za mąż, co nie?- przeciągnęła sylaby dokładnie tak jak Draco. 
- Za Switcha?
- Nie, za Abdula! - pokręciła energicznie blond głową.
- Za co?
- Beduin. Czarodziej tak czystej krwi, że babka chciała mu ją wypić - uśmiechnął się Draco.
- Wiedziałeś o tym wszystkim i pozwoliłeś na takie sceny na moim trawniku? - zwróciłam się do niego z wyrzutem.
- Garner się za dwa dni uspokoi a będziemy jej to wypominać we wszystkie święta - zapiał zadowolony ze swojego diabolicznego planu. 
- Jesteś ohydny! Jakie święta! Szlachetny Ród Malfoyów u Weasleyów na święta?
- Oj czepiasz się szczegółów! 
Zaśmialiśmy się, ale znowu w nieodpowiednim momencie. Na schodach coś zgrzytnęło i miauknęło. Emma musiała nadepnąć na kota. Weszła do kuchni i potoczyła po wszystkich pełnym żalu spojrzeniem. W końcu utkwiła je we mnie i powiedziała powoli:
- Będę w poniedziałek w pracy, pani dyrektor - jej głos brzmiał chłodno jak listopad w Szkocji. Po chwili wlokąc za sobą szatę, aportowała się sprzed domu.
- Spotka Cię teraz gniew boży - westchnął Dracon, a Lana zaczęła się zbierać do wyjścia.
- Gdzie znajdę Czarnego?
- Tam gdzie on szukałby ciebie - odparłam tak mądrze, że aż sama się zdziwiłam. Właścicielka blond włosów zniknęła w  kominku.
- Powinniśmy pobierać opłaty za korzystanie z naszego kominka i kupować za nie proszek Fiuu - powiedział Ronald wychodząc z kominka.- Czy to była Lana Malfoy? 
- Tak - potwierdził Draco.
- O, to ty. A nie powinieneś zmieniać pieluch? - uśmiechnął się do niego Ron.
- Ty też niedługo będziesz zmieniał, zobaczysz jaka to frajda - uśmiechnął się lekko i wstał, żeby uścisnąć Ronowi dłoń. 
- Co tu robisz, tak właściwie? - zagadnął Ron znad talerza zupy cebulowej.
- Ja, jak ja, ale działy się tu dzisiaj  takie sceny, że będzież załował do końca życia, że nie wróciłeś dwie godziny temu - wyszczerzył się Draco. Wywiązała się między nimi dziwna rozmowa. Draco z przejęciem opowiadał Ronowi o tym co miało miejsce w naszym domu, a ja powoli wymknęłam się do salonu. Ułożyłam się na kanapie i dosłownie na chwilę przymknęłam oczy. W moich nogach ułożył się Krzywołap. Po chwili ktoś przykrył mnie ciepłym kocem i zapadłam w sen. 


2011-08-08 00:51:56 skomentuj (1)


Desing by ME only for Sama-Swoja.blog.pl

Harry Potter Theme


return to School of Magic